wtorek, 22 stycznia 2013

Meeple-attack!

Uwielbiam niestandardowo wycięte meeple - oczywiście klasyka rządzi, ale! To rządzi po prostu... bardziej.
Smoczy koncept dla Princes of the Dragon Throne BARDZO przypadł mi do gustu (kto nie kocha smoków!). Również meeple zaprojektowane dla Dungeon Heroes wyglądają wprost re-we-la-cyj-nie. 

Lubię gdy normalne wydania gier  (podkreślam: nie mówię tutaj o specjalnych edycjach kosztujących po kilkaset dolców) mają drewniane elementy będące czymś innym niż zwykłymi, kolorowymi kosteczkami spełniającymi funkcję znaczników graczy czy też różnego rodzaju surowców.

Dobrymi przykładami są tutaj choćby Fürstenfeld czy też dobra, stara Finca (wierzcie lub nie, ale znam ludzi, którzy kupili tę grę jedynie dla jej kolorowych 'owocków', co oczywiście nie zmienia faktu, że jest całkiem przyjemną grą familijną). Ileż radości przynosi przesypywanie w ręku żetonów chmielu zamiast zwykłych żółtych kosteczek (sic!).


Nawet kiedy gramy w tzw. suche euro to chcielibyśmy poczuć trochę klimatu (eurogracze też ludzie!). Po to chyba właśnie w ogóle sięgamy po planszówki - by oderwać się od rzeczywistości i trochę rozerwać. Kto zniósłby białe sześcianiki w Agricoli zamiast owieczek? Kto? Tak? Chętnie przygarnę i wymienię za białe kosteczki ze Strongholda - równie dobrze, zamiast oblegać twierdzę, mogłyby się paść na łące.

W dzieciństwie uwielbiałam film Jumanji, od momentu, gdy go pierwszy raz ujrzałam, marzyłam by zagrać w taką grę, z TAKIMI pionami. BO: figurki pobudzają wyobraźnię, czujemy więcej i bardziej, innymi słowy lepiej się z nimi bawimy. Tutaj troszkę odbiegając od tematu, mała anegdota: zostałam kiedyś zrugowana przy grze w Kupców i Korsarzy za to, że płynęłam statkiem nieodpowiednią stroną (kobieta nie wie gdzie jest dziób! Ale gdyby tak twórcy, w zastępstwie plastikowych stateczków,  wrzucili garść kosteczek nie doznałabym z pewnością tej 'przykrości'), dodatkowo nie omijając  przy tym wysp i wysepek.

Już kończąc: wg badań zmyślonej przeze mnie grupy amerykańskich specjalistów, ludzie którzy grają specjalnie przygotowanymi pionkami znacznie lepiej radzą sobie ze stresem i przyswajają witaminy niż, ci grający standardowymi kosteczkami.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

A czy ty pomalowałeś już swojego Tzolk'ina?

Ostatnio na BGG przybywa, w lawinowym tempie, zdjęć skastomajzowanych plastikowych elementów do gry Tzolk'in: The Mayan Calendar. Gracze z całego świata chwalą się, przed innymi, swoimi rękoczynami - a ja uważam, że mają czym.

Myślę, że dla większości osób, które sięgnęły w tym celu po farby, jest to pierwszy raz, gdy pomalowali jakiś element swojej gry (nie ze względu na jakość przedstawionych dzieł oczywiście, prowizorką to to nie jest). Wiele jest przecież gier z plastikowymi figurkami, jednakże tylko nieliczni je posiadający biorą za pędzel i nadają im koloru. Nie wydaje mi się by pomalowanie zębatek w Tzok'inie wymagało mniej wprawy (ale ja się oczywiście guzik znam).
 
Więc?

Tzolk'in już samym mechanizmem zębatkowym sprawił, że fani gier zapragnęli mieć go w swojej kolekcji. Ktoś jednak wpadł na pomysł by pomalować to cudeńko w zgodzie z narastającym trendem na dostosowywanie wszystkiego co posiadamy (klik & klik). I tak też osoby nietykające się zdobienia figurek (bo uważają,  że to jest przeznaczone głównie dla maniaków), malują kolorowe esy i floresy na, zakupionym w czasie super promocji na Rebelu, swoim egzemplarzu.

Czy niedługo na rynku growym przybywać będzie takich produktów umożliwiających graczom ich własnoręczne naznaczenie? Zgodnie z modą, tak.

Mój egzemplarz gry jak na razie chowam przed farbami (lenistwo) - a może... kiedyś będzie wart fortunę jako jedyny na świecie niepomalowany okaz? (sic!)