Zauważyłam ostatnio w przemyśle gier planszowych sytuację, która dotyka coraz więcej różnych dziedzin. Otóż daje się odczuć, że większość nowych gier - mówię tutaj o przedziale plus/minus dwa lata (włączając plany wydawnicze) - jest optymalizowana pod jak największe grono odbiorców. Gra wg założeń spodoba się i hardcorowym graczom i tym niedzielnym, będzie zarówno dobra na spotkanie przy piwie jak i te w domowym zaciszu, w całkowitym skupieniu. Jest obiecywana mnogość decyzji do podjęcia, ale downtime nie istnieje, trudna, ale łatwa, itd., itd.
Rozumiem, dlaczego tak się dzieje, biznes to biznes, liczą się zyski - im więcej sprzedanych egzemplarzy tym lepiej. Wcześniej istniało dosyć silne rozróżnienie pomiędzy grami dla 'masówki' i tymi dla geeków. Pierwsze opierające się na prostocie, gdzie starano się wrzucić jak najwięcej ozdobników i bajerów. Drugie nieszczególnie dopracowane graficznie, dokładnie wyliczone matematycznie.
Nie zaskakuje, że towarzystwo projektujące ten drugi typ gier, w końcu doszło do wniosku by się przebranżowić. W sensie, skrycie przebranżowić - robić dalej gry 'ambitne', ale bardziej dostępne i zrozumiałe dla 'nowych'. Czy już widzicie absurd? Ludzie jednak kupią wszystko, jeśli odpowiednio im to się poda. Dostajemy, więc złudzenie eurogry, z ładną grafiką i innymi ozdobnikami. Zamiast rozgrywki opierającej się na logicznym rozumowaniu, opracowywaniu strategii, dostajemy takie nie-wiadomo-co.
Dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiam? Ponieważ słuchając osób z mojego growego towarzystwa i ich opinii o tym, że teraz już mało co ich kręci, Essen już nie jest takie jak było, nie ma na co czekać i takie tam, doszłam do wniosku, że musi za tym stać coś więcej niż po prostu wypalenie i znudzenie. Niestety. Gry coraz częściej nie są już wyzwaniem.
| Szkoleniowa zdobycz mojej mamy |
Zgodzę się, że mimo wszystko większość ludzi po prostu chce miło spędzić czas nie myśląc za dużo (mają już dość myślenia na jeden dzień). Tak jak napisałam wcześniej, rozumiem, że produkowanie gier dla tego targetu jest bardziej opłacalne. Nie rozumiem natomiast dlaczego wszyscy chcą mi wcisnąć masowy produkt w 'euro' skórze. Niby mamy kombinowanie, ale stanowi jedynie sztukę dla sztuki i tym samym downtime pozostaje, bo ciężko przekonać starych wyjadaczy, że strategiczne myślenie nie ma sensu.
Nie uważam, że złe zdanie o nowowydawanych grach wynika z ich nowości (oraz znudzenia graczy) i przywiązania do tego, co było. Stare gry są w większości dobrymi ponieważ nastawione były na inny rynek, wydawcy mieli inne strategie wydawnicze.
Do przemyślenia.

Jak miło, że wpomniałaś o mnie, a jeszcze milej, że nie wspomniałaś jak mi szło w grze "Wsiąść do pociągu" - cha, cha, cha!!! Mama
OdpowiedzUsuń