czwartek, 7 marca 2013

Na horyzoncie

źródło: galeria BGG W. Eric Martin
Kolejna karcianka od twórcy Cytadeli. Bruno Faidutti tym razem zaprasza nas na Mascarade. Gra opierać się będzie na blefie, umiejętnej wymianie kart z pozostałymi graczami i... dobrej pamięci :) 

Na początku gry dostajemy losowo wybraną kartę charakteru i sześć monet.

W czasie swojej kolejki będziemy mogli zamienić się kartami z innymi graczami (i tutaj jest haczyk - wybieramy jednego gracza, tasujemy swoją kartę razem z jego, następnie losowo je rozdzielamy, nie patrząc przy tym na 'nową' kartę) lub wykorzystać specjalne funkcje niektórych postaci - jeśli wiemy kto jest w ich posiadaniu, ponieważ dzięki nieustannej rotacji kart wśród graczy może się okazać, że już nie do końca jesteśmy świadomi kto jest kim (jak przystało na prawdziwym balu maskowym) :) Jeśli chcielibyśmy się jednak upewnić w kogo tym razem się wcielamy, możemy to zrobić poświęcając turę na odkrycie swojej aktualnej karty postaci.

I tak się bawimy do czasu aż w wyniku tych wszystkich machlojek, któryś z graczy nie uzyska trzynastu monet, które zdobywa się w czasie gry:)

Przy grze będzie się mogło bawić od dwóch do trzynastu graczy (już widać, że wariant dwuosobowy musi być troszkę naciągany :)). Kart postaci jest więcej niż trzynaście - co powinno zapewnić niepowtarzalność każdej rozgrywki.

Wydaje mi się, że może się przyjąć u mnie w domu :)

poniedziałek, 4 marca 2013

Takie dobre zamiary...

źródło: galeria BGG Christian Strain
Nieudany kickstarter, a tak świetnie zapowiadająca się gra: Evil Intent - wciel się w czarny charakter, którego zadaniem jest (niepodzianka!) zapanowanie nad światem (groza!).
źródło: galeria BGG Christian Strain

Wykonując swój tajny plan będziemy klonować przywódców, porywać, napuszczać armie zombiaków i pełno innych nieprzyjemnych rzeczy - wszystko po to aby zdobyć władzę! HAHAHAHA (demoniczny śmiech).

źródło: galeria BGG Christian Strain


Oczywiście pojawią się również tajne służby, które będą przeciwdziałać naszemu terrorowi.

Pierwszy gracz, który w całości wykona zaplanowane wcześniej show, wygrywa grę.

Zainteresował mnie ten tytuł, ponieważ bardzo lubię wszelkiego rodzaju wątki szpiegowskie, superprzeciwników, tajne służby i takie tam (Rewolwer i Melonik, seria Bondów etc.). Zobaczymy co z tego wyjdzie :)

Na marginesie, dla zainteresowanych: polecam książkę Ernesta Volkmana, Największe operacje szpiegowskie XX wieku - świetna książka, pokazująca, że historia szpiegostwa jest czasami nawet ciekawsza niż to co oglądamy w filmach o superagentach wywiadu.

Emigracja :)

A City Tycoon doczekał się niemieckiego wydania przez Pegasus Spiele (ze zmienioną szatą graficzną okładki). Co prawda gra jest niezależna językowo, ale niektórzy mimo wszystko wolą zakupić tytuł rodzimego wydawcy.

Dla tych co nie grali: mechanicznie to takie Carcassonne połączone z 7 Cudów Świata. Małe SimCity na modularnej planszy :)

Super, że coraz więcej polskich gier ląduje za granicą :)

niedziela, 3 marca 2013

Inne spojrzenie :)

Ci ludzie... Na BGG można przejrzeć wyniki kreatywnego ulepszania pudełek znanych planszówek poprzez dodanie pary rozbieganych 'szklanych' oczu. No cóż... :)

Dobre bo stare?

Zauważyłam ostatnio w przemyśle gier planszowych sytuację, która dotyka coraz więcej różnych dziedzin. Otóż daje się odczuć, że większość nowych gier - mówię tutaj o przedziale plus/minus dwa lata (włączając plany wydawnicze) - jest optymalizowana pod jak największe grono odbiorców. Gra wg założeń spodoba się i hardcorowym graczom i tym niedzielnym, będzie zarówno dobra na spotkanie przy piwie jak i te w domowym zaciszu, w całkowitym skupieniu. Jest obiecywana mnogość decyzji do podjęcia, ale downtime nie istnieje, trudna, ale łatwa, itd., itd.
Rozumiem, dlaczego tak się dzieje, biznes to biznes, liczą się zyski - im więcej sprzedanych egzemplarzy tym lepiej. Wcześniej istniało dosyć silne rozróżnienie pomiędzy grami dla 'masówki' i tymi dla geeków. Pierwsze opierające się na prostocie, gdzie starano się wrzucić jak najwięcej ozdobników i bajerów. Drugie nieszczególnie dopracowane graficznie, dokładnie wyliczone matematycznie.

Nie zaskakuje, że towarzystwo projektujące ten drugi typ gier, w końcu doszło do wniosku by się przebranżowić. W sensie, skrycie przebranżowić - robić dalej gry 'ambitne', ale bardziej dostępne i zrozumiałe dla 'nowych'. Czy już widzicie absurd? Ludzie jednak kupią wszystko, jeśli odpowiednio im to się poda. Dostajemy, więc złudzenie eurogry, z ładną grafiką i innymi ozdobnikami. Zamiast rozgrywki opierającej się na logicznym rozumowaniu, opracowywaniu strategii, dostajemy takie nie-wiadomo-co.

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem jakimś zatwardziałym fanem eurodrewna. W grze nie zależy mi na wygranej, po prostu lubię grać. Uwielbiam gdy głowa aż mi paruje w czasie rozgrywki. Nie odnoszę, więc przyjemności gdy wygrywam w sposób całkowicie nieuzasadniony - tj. tak naprawdę nie zrobiłam nic by wygrać, po prostu robiłam w turze to co musiałam, grając gorzej niż inni, mimo to właśnie... wygrywając. I nie jest tak z powodu mniejszej lub większej losowości, na którą wszyscy próbują zwalić swoje niepowodzenia. NIE. Jest tak z powodu tego cholernego trendu upraszczania wszystkiego na potrzeby ogółu. Ludzie mają odejść od gry zadowoleni i takie tam. Osobiście NIE jestem zadowolona, gdy grę wygrywa osoba nigdy w nic nie grająca, robiąca ruchy bez składu i ładu.. Po prostu jest to nie fair wobec osób starających się każdy swój ruch wykonywać w sposób przemyślany. Gdy po raz pierwszy (i za każdym kolejnym razem) gram w jakąś grę chcę czuć wyzwanie, czegoś się nauczyć (nie mam problemu, gdy za każdym razem przegrywam, cóż jestem słabsza i tyle). Nowy typ gier 'przyjaznych środowisku' niestety sprawia, że wszystko to się zatraca. Oczywiście wrażenie strategii pozostaje, ale tak naprawdę każda droga do zwycięstwa jest tak samo opłacalna, nawet jeśli jest chaotyczna - nie martw się, możesz wygrać, bo nie jest wcale istotne to co robisz w czasie gry, w sumie to możesz przy okazji oglądać telewizję i gotować.

Dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiam? Ponieważ słuchając osób z mojego growego towarzystwa i ich opinii o tym, że teraz już mało co ich kręci, Essen już nie jest takie jak było, nie ma na co czekać i takie tam, doszłam do wniosku, że musi za tym stać coś więcej niż po prostu wypalenie i znudzenie. Niestety. Gry coraz częściej nie są już wyzwaniem. 

Szkoleniowa zdobycz mojej mamy
Głównie dlatego, że wydawcy błędnie zakładają poziom kumania potencjalnego gracza. Mam świetny przykład, który pokaże jak bardzo się mylą. Moja mama zmęczona po pracy niezbyt ma ochotę na zapoznanie się z trudnymi zasadami gier. Ogólnie preferuje bardziej imprezowe tytuły jak Dixit, Ligretto czy Agenci Molocha. Nie ma, więc pojęcia o mechanikach tych bardziej złożonych gier. Pewnego razu, po powrocie z wyjazdowego szkolenia, oznajmia mi: 'mam dla ciebie grę!'. Co ja na to? Chińczyk? Eurobiznes? Po chwili dodaje: 'Biznes coś tam'. Wiedziałam... Nie mogłam się bardziej mylić - otwierając drewniane opakowanie i widząc nazwisko Filipa Miłuńskiego na instrukcji już wiedziałam, że ta gra musi być bardziej ambitną niż z początku założyłam. Byłam zachwycona, gdy MOJA MAMA TŁUMACZYŁA mi zasady gry. Omawiała mechanikę licytacji, kupno budynków itd. Co prawda sama gra wykorzystywała dobrze znane mi techniki, jednakże na pewno nie należała do tych, z którymi zwykle ma do czynienia mama. Wiem, że gdybym przyjechała do domu z Caylusem, a moja mama dałaby mu szansę poznania, to świetnie by się przy nim bawiła kombinując.

Zgodzę się, że mimo wszystko większość ludzi po prostu chce miło spędzić czas nie myśląc za dużo (mają już dość myślenia na jeden dzień). Tak jak napisałam wcześniej, rozumiem, że produkowanie gier dla tego targetu jest bardziej opłacalne. Nie rozumiem natomiast dlaczego wszyscy chcą mi wcisnąć masowy produkt w 'euro' skórze. Niby mamy kombinowanie, ale stanowi jedynie sztukę dla sztuki i tym samym downtime pozostaje, bo ciężko przekonać starych wyjadaczy, że strategiczne myślenie nie ma sensu.

Nie uważam, że złe zdanie o nowowydawanych grach wynika z ich nowości (oraz znudzenia graczy) i przywiązania do tego, co było. Stare gry są w większości dobrymi ponieważ nastawione były na inny rynek, wydawcy mieli inne strategie wydawnicze.

Do przemyślenia.

czwartek, 28 lutego 2013

Wypożycz sobie grę ;)

prawie 300 tytułów do wypożyczenia w  Planszóweczce
Jedyną rzeczą jakiej mi brakuje po wyprowadzeniu się z Wrocławia, jest wypożyczalnia gier Planszóweczki. Sam w sobie sklep jest fantastycznym miejscem z fachową i miłą obsługą. Jednakże ich wypożyczalnia stanowi swego rodzaju fenomen.

Według tego co słyszałam z kilku źródeł, sam pomysł wypożyczalni gier jest jeszcze dosyć rzadko spotykany. Jeśli już pojawiają się jakieś wypożyczalnie gier, to albo ich zasoby nie są interesujące, albo też ich właściciele żądają horrendalnych kaucji za jednorazowe wypożyczenie (nie dość, że za wypożyczenie gry płacisz 20 złotych to dodatkowo zostawiasz w sklepie dodatkowe 200, tak na wszelki wypadek). W planszóweczce jest prosta zasada: 10% ceny nowej gry i na trzy dni zabierasz egzemplarz do domu, a ewentualne kaucje dotyczą jedynie pojedynczych, trudno dostępnych tytułów.


Wypożyczalnia w Planszóweczce istnieje od samego początku. Tworząc ją Michał z Dominiką - właściciele sklepu - poświęcili praktycznie całą swoją ówczesną kolekcję gier (jak sami mówią, w domu pozostało jedynie stare wydanie Talismana i jakieś pudło szachów). Teraz dbają, aby na półki wypożyczalni lądowały  najświeższe tytuły, co jest jej ogromnym atutem. Dodatkowo pracownicy sklepu są w stanie na miejscu wytłumaczyć zasady praktycznie każdej gry, dzięki czemu można zaoszczędzić sporo czasu w domu na czytaniu instrukcji.


Bruno Faidutti na spotkaniu w Miodosytni, źródło: Planszóweczka
Gry z wypożyczalni są wykorzystywane również na cotygodniowych spotkaniach w Kociej Kołysce - wcześniej miejscem spotkań była Miodosytnia, ale ze względu na coraz większe growe towarzystwo musiano zmienić lokal na troszkę większy. Michał z Dominiką stale się tam kręcą pomagając zrozumieć zasady gier - wiadomo barowy gwar nie służy zbytnio czytaniu instrukcji :) Wiem, że takie 'kawiarniano-pubowe' spotkania organizowane są w wielu miastach, ale te naprawdę gorąco polecam. Pewnego razu na takim spotkaniu pojawił się niespodziewanie Bruno Faidutti, autor wszystkim dobrze znanej Cytadeli.

Jak się okazało (i całe szczęście) w Trójmieście również jest miejsce gdzie można wypożyczać gry, niestety jeszcze go nie odwiedziłam, aczkolwiek zapowiada się całkiem sympatycznie (pomimo, że kolekcja jest znacznie uboższa to widać, że właściciele stale nad tym pracują). Zorientowałam się w temacie dosyć późno, ponieważ na samym początku mojego pobytu tutaj, zostałam błędnie poinformowana, że takowych miejsc tutaj nie znajdę.

Uważam, że wydawcy powinni tak samo wspierać wypożyczalnie gier jak i recenzentów, by te mogły się stale rozwijać. Przeznaczając jeden darmowy egzemplarz do takich miejsc, sprawiają, że tytuł może dotrzeć nawet dalej niż czyjaś opinia pojawiająca się w jakimś zakątku internetu jedynie dla wtajemniczonych. Byłam kilkakrotnie świadkiem, gdy po oddaniu egzemplarza ktoś od razu kupował 'pełną wersję' gry. Nie jest też tajemnicą, że możliwość wypróbowania produktu jest czasami lepszą jego reklamą niż jego prezentacja w mediach (chociaż niezły hype potrafi zdziałać cuda), no chyba, że mamy tak bardzo shitowy towar, że wolimy by ludzie się o tym nie przekonali przed zakupem... ale przecież tak w naszej branży nie jest :>

I jeszcze jedno:
wypożyczalnie gier są bardzo dobrym pomysłem bo:

A. można zapoznać się z tytułem przed jego kupnem - wiele gier kupiłam, ponieważ spodobały mi się po rozgrywce u znajomych - a co jeśli znajomi nie kupują gier?

B. łatwiej wkręcić nowych ludzi do planszowego świata - osoby stawiające dopiero swoje pierwsze kroki na tym gruncie, rzadko kiedy chcą inwestować swoje pieniądze, zwłaszcza w te droższe tytuły, a jeśli nie będą miały możliwości ich wypróbowania, mogą po prostu nigdy się nie przekonać jakie  to jest świetne!

C. pozwalają zagrać w tytuły, które niekoniecznie chcemy kupić - albo jeszcze nie wiemy, że chcemy. Sama miałam tak z Fauną, nie chciałam jej nabywać, więc tylko ją pożyczyłam i... tak się spodobała w moim rodzinnym domu, że wypożyczyłam ją jeszcze z... dziesięć razy (tak wiem...wiem ile to jest dziesięć razy dziesięć procent), ostatecznie dokonując jej zakupu (w sensie nowiuśkiego, zafoliowanego egzemplarza).

D. szybko można zorganizować czas w przypadku spontanicznych wydarzeń, takich jak niezapowiedziane odwiedziny znajomych, przyjazd małych siostrzeńców itd.

wtorek, 26 lutego 2013

Growe drobiazgi

W domu mam mnóstwo narzędzi biurowych, które być może dla innych byłyby zwyczajnie zbędne ze względu na ich rzadkie zastosowanie, jednakże same ich posiadanie sprawia mi przyjemność. Jestem strasznym gadżeciarzem, również w planszówkowej dziedzinie. Dlatego od czasu do czasu poszukuję akcesoriów przeznaczonych dla gier i graczy. 

Kiedyś rozglądałam się w ofertach polskich sklepów za drewnianymi kosteczkami na potrzeby prototypów (by nie kanibalizować swoich gier) - niestety straszna bieda w tej dziedzinie mnie zastała. Co prawda mogłam zamówić sześcienne koraliki w pastelowych kolorach przeznaczonych dla chałupniczych wyrabiaczy biżuterii, ale nie o to chodzi. Teraz jest troszkę lepiej, możemy dostać zestawy znaczników FFG na przykład na rebelu. Jednakże w porównaniu do ofert zagranicznych sklepów i tak jesteśmy w tyle. 

Znalazłam kilka zagranicznych sklepów internetowych, oferujących drewniane kosteczki różnej wielkości i w różnej ilości. W rpgshop.com znajdziemy zestawy pakowane po 50, 500 sześcianików w różnych kolorach o  wymiarze 8mm. Mayday znany dla mnie głównie  z produkcji koszulek na karty, również ma w swojej ofercie bogactwo kosteczek. Co ciekawe możemy się zaopatrzyć u nich również w przeróżnego kształtu tokeny zestawione tematycznie, dodatkowo dedykowane dla konkretnych tytułów - jak Agricola czy Ticket to Ride. Na spielmaterial.de znajdziemy mnóstwo świetnych meepli (osobiście jestem fanką tych łosi). Ponadto, co mi się bardzo spodobało, dostępne są u nich kartonowe, puste żetony o różnych kształtach oraz czyste plansze i... pełno innych fantastycznych narzędzi (strzałeczka!) do samodzielnego skonstruowania własnej gry! Naprawdę warto dokładnie przeszukać zasoby tego raju dla twórców i... maniaków jak ja. Na boardsandbits.com zasypie nas mnogość plastikowych, drewnianych, szklanych (akurat te przypominają mi baterie z Galaxy Truckera) cośów. Boardgamexestras.co.uk także prezentuje pokaźny asortyment różnego rodzaju growych gadżetów (a ten jest świetny!). Jak się okazało nie trzeba szukać nawet na stronach z branży - te kostki można kupić na stronie związanej z edukacją w naprawdę przyzwoitej cenie.


Bardzo często wyrzucam oryginalne wypraski, by zastąpić je małymi pudełeczkami, pojemnikami pierwotnie przeznaczonymi na śrubki itd. (jak my wszyscy). Większość wymienionych wyżej sklepów  ma w swojej ofercie znacznie ładniejsze zamienniki, jak np.: te na boardgameextras.co.uk. Wszelkiego rodzaju pojemniki na elementy  znacznie ułatwiają 'zainstalowanie' gry na stole. I tak, dzięki pomocy małych pudełeczek, Władcy Podziemi lądują przygotowani na stole w zadziwiająco krótkim czasie. Woreczki strunowe w moich pudłach odchodzą w zapomnienie ze względu na to, że elementy i tak ostatecznie trzeba z nich wysypać, aczkolwiek mała wskazówka: jeśli chcielibyście się w nie zaopatrzyć, to proponuję przeszukać okoliczne sklepy papiernicze bądź hurtownie z artykułami biurowymi. Nie mieszkam już we Wrocławiu, ale wiem, że jeszcze niedawno na rynku w Feniksie, można było kupić pakowane po sto woreczki różnych rozmiarów, kosztujące do 5zł. Dlatego śmieszą mnie ceny w sklepach z planszówkami gdzie za dwa woreczki liczą sobie złotówkę, powtarzam dwa. Warto, więc szukać 'usprawnień' w miejscach niekoniecznie z branżą związanych.

Pewnego razu zachorowałam na drewniany uchwyt na karty. Podobny do tych, z którymi możemy się spotkać w Hab&Gut czy w dodatku do Ticket to Ride: Asia. Jednakże mój wymarzony miał więcej przegródek, dzięki czemu wyglądał bardziej stabilnie. Niestety nie jestem stolarzem, nie potrafię takich rzeczy wyprodukować sama. W każdym odwiedzonym przeze mnie zakładzie, zostałam odesłana z kwitkiem ze względu na 'brak odpowiednich narzędzi, nieopłacalność wykonania'. Nie miałam też wtedy odpowiednich finansów by sprowadzić z amazona przynajmniej cztery takie ustrojstwa. Szukając dzisiaj, znalazłam kilka opcji takich specjalnych stojaków: 1, 2, 3, niestety wciąż nie udało mi się niczego w tym rodzaju wyłapać w polskich sklepach (oprócz tego).

Na kickstarterze od czasu do czasu także pojawiają się propozycje udogodnień dla planszówkowiczów - jedne są bardziej praktycznie, inne mniej, wiadomo. Można było na przykład zainwestować w planszę do Osadników, która nie rozsypywałaby się przy przesuwaniu jej elementów. Aktualnie fundowany jest projekt transparentnej osłony do rzucania kości. Wynalazców i projektantów nie brakuje.

Można, więc skorzystać z czyjejś inwencji twórczej i potrzeby majsterkowania  lub też wykorzystując dostępne materiały (w sklepach, w domu), samemu coś sklecić. Wszystko po to aby było łatwiej i przyjemniej.